Wiele osób doświadcza tego samego zjawiska: gdy robi się bardzo cicho, nagle pojawia się delikatny szum, pisk lub pulsujący dźwięk w uszach. W codziennym hałasie miasta czy rozmowach jest on niezauważalny, ale w nocy lub w zupełnie cichym pomieszczeniu staje się wyraźny. To nie jest wyłącznie złudzenie ani dowód na to, że w uchu coś „się psuje”. W dużej mierze jest to efekt sposobu działania układu słuchowego i mózgu.
Układ słuchowy nie działa jak prosty mikrofon, który rejestruje tylko dźwięki z zewnątrz. Jest aktywnym systemem przetwarzania sygnałów, który nieustannie wzmacnia, filtruje i interpretuje bodźce. Gdy bodźców z otoczenia brakuje, mózg może zwiększać czułość torów słuchowych. W efekcie zaczynamy słyszeć to, co zwykle jest zagłuszane przez dźwięki środowiskowe.
Słuch jako system aktywny, nie pasywny
W uchu wewnętrznym znajdują się komórki rzęsate, które przekształcają drgania mechaniczne w impulsy nerwowe. Sygnał ten trafia do mózgu, gdzie jest dalej analizowany. Jednak układ słuchowy nie tylko odbiera sygnały, lecz także reguluje własną czułość. Istnieją mechanizmy, które działają jak biologiczne „wzmocnienie”, zwiększając odbiór słabych bodźców.
Gdy otoczenie jest ciche, mózg nie otrzymuje typowych informacji akustycznych. W odpowiedzi może zwiększyć czułość neuronów odpowiedzialnych za słyszenie. To przypomina podkręcanie głośności w radiu, gdy sygnał jest słaby. Problem polega na tym, że razem z potencjalnymi sygnałami wzmacniany jest także szum tła generowany przez sam układ nerwowy.
Naturalny „szum” układu nerwowego
Neurony nigdy nie są całkowicie ciche. Występuje w nich spontaniczna aktywność elektryczna, nawet bez zewnętrznego bodźca. W normalnych warunkach ta aktywność jest maskowana przez realne dźwięki z otoczenia. Gdy jednak zapada cisza, mózg może zacząć interpretować tę spontaniczną aktywność jako dźwięk.
To zjawisko jest częściowo podobne do widzenia „szumu” wzrokowego w ciemności. Gdy nie ma bodźców zewnętrznych, mózg nadal generuje pewne sygnały wewnętrzne. W przypadku słuchu mogą one być odbierane jako cichy szum, pisk lub brzęczenie.
Rola uwagi i koncentracji
W ciszy nasza uwaga łatwiej kieruje się do wnętrza ciała. Gdy nie jesteśmy rozpraszani dźwiękami z zewnątrz, mózg zaczyna rejestrować subtelne sygnały fizjologiczne. Szum w uszach może stać się bardziej zauważalny, bo skupiamy się na nim, nawet nieświadomie.
To działa podobnie jak z tykaniem zegara. W ciągu dnia go nie słyszymy, ale nocą może wydawać się głośny. Sam dźwięk nie zmienia się znacząco, zmienia się natomiast kontekst i poziom uwagi poświęcany bodźcom słuchowym.
Mikrodźwięki generowane przez organizm
W cichym otoczeniu możemy też zacząć słyszeć dźwięki generowane przez własne ciało. Przepływ krwi w naczyniach, drobne skurcze mięśni czy ruchy w stawie żuchwy mogą powodować subtelne wibracje odbierane przez struktury ucha wewnętrznego. Zwykle są one zagłuszane przez dźwięki otoczenia.
Te wewnętrzne sygnały nie zawsze są interpretowane przez mózg jako „ciało”. Mogą być odbierane jako zewnętrzny dźwięk, co zwiększa wrażenie, że coś „szumi” w uszach. To nie musi oznaczać patologii, lecz efekt zwiększonej percepcji sygnałów fizjologicznych.
Granica między normą a szumem usznym
Okazjonalne słyszenie szumu w ciszy jest zjawiskiem powszechnym i może mieścić się w granicach normy. Jednak gdy dźwięk jest stale obecny, wyraźny także w ciągu dnia i towarzyszą mu inne objawy, może to być tzw. tinnitus, czyli szum uszny o podłożu medycznym.
Tinnitus bywa związany z uszkodzeniem słuchu, stresem, problemami z kręgosłupem szyjnym lub układem krążenia. W takich przypadkach szum nie jest tylko efektem ciszy i wzmożonej uwagi, lecz wynikiem zaburzeń w przewodzeniu sygnałów słuchowych.
- mózg zwiększa czułość słuchu w ciszy
- wzmacniany jest także naturalny szum neuronów
- uwaga kieruje się na subtelne sygnały z ciała
- brak dźwięków zewnętrznych zmienia percepcję
Wpływ stresu i napięcia
Stres i napięcie emocjonalne mogą nasilać percepcję szumu. Układ nerwowy w stanie pobudzenia jest bardziej czujny i skłonny do wzmacniania sygnałów. Dodatkowo napięcie mięśni szyi i żuchwy może wpływać na struktury związane z narządem słuchu, co zwiększa subiektywne odczucie dźwięku.
W efekcie osoba zestresowana może silniej odczuwać szum w ciszy niż ktoś zrelaksowany. To nie oznacza, że dźwięk jest głośniejszy fizycznie, lecz że mózg nadaje mu większe znaczenie i mniej skutecznie go filtruje.
Dlaczego w ciągu dnia go nie słyszymy
W typowym środowisku dźwiękowym nasz mózg otrzymuje ogromną liczbę bodźców: rozmowy, ruch uliczny, szum urządzeń. Te sygnały maskują subtelne wewnętrzne dźwięki. Mózg koncentruje się na bodźcach istotnych, a tło zostaje zignorowane.
Gdy te dźwięki znikają, maskowanie przestaje działać. To sprawia, że szum, który był obecny cały czas na bardzo niskim poziomie, staje się słyszalny. Nie jest to nowy dźwięk, lecz zmiana proporcji między sygnałem a tłem.
Co z tego wynika w praktyce
Słyszenie delikatnego szumu w ciszy nie musi oznaczać choroby. Często jest to naturalny efekt działania układu słuchowego i sposobu, w jaki mózg przetwarza brak bodźców. Problem zaczyna się wtedy, gdy dźwięk jest uporczywy, narastający lub towarzyszą mu zawroty głowy, pogorszenie słuchu czy ból.
W takich sytuacjach warto skonsultować się z lekarzem, bo przyczyny mogą być różnorodne. W większości przypadków jednak sporadyczny szum w absolutnej ciszy jest przejawem zwiększonej czułości percepcji, a nie oznaką poważnej choroby.
FAQ
Czy każdy słyszy szum w ciszy?
Wiele osób doświadcza tego zjawiska, ale intensywność i częstotliwość mogą się różnić.
Czy to oznacza uszkodzenie słuchu?
Nie zawsze. Może to być naturalna reakcja mózgu na brak bodźców dźwiękowych.
Kiedy warto zgłosić się do lekarza?
Gdy szum jest stały, głośny lub towarzyszą mu inne objawy, takie jak zawroty głowy czy pogorszenie słuchu.






